Świat się zmienia. To jest oczywiste, gdyż zmiany są ciągłe i liniowe. Panta rhei. Natomiast ład polityczny zmienia się skokowo, raz na jakiś czas. I to jest problem.
Ład polityczny jest pewnym ustalonym porządkiem, na którym oparte są relacje międzynarodowe. Może być formalny i oparty na spisanych układach, ale równie dobrze nieformalny i umowny – to bez znaczenia, byle wypełniał swoje zadanie. A zadaniem politycznego ładu jest utrzymywanie porządku międzynarodowego.
Ze względu jednak na to, że świat się ciągle zmienia, a ład polityczny się nie zmienia, po pewnym czasie przestają do siebie pasować i zaczyna się robić nieporządek. Przejawem tego jest narastająca fala konfliktów o zasięgu globalnym.
ŁAD JAŁTAŃSKI I POJAŁTAŃSKI
W naszym horyzoncie czasowym mieliśmy dwa łady polityczne. Po II wojnie światowej był ład jałtański, oparty na dwóch rywalizujących blokach: komunistycznym i demokratycznym. Pomimo formalnej rywalizacji bloki te uznawały swoją równorzędność, co przez wiele lat zapewniało światu jaki taki spokój. A później blok komunistyczny podupadł i upadł.
Wtedy świat wszedł w okres pojałtański, z dominującą rolą Stanów Zjednoczonych. Nie wszystkim się to podobało, ale wszyscy to akceptowali. W związku z tym jednak, że świat się nieustannie zmienia, wydaje się, że obecnie ład pojałtański przestał już pasować do rzeczywistości. Wynika to ze wzrostu aspiracji kilku mocarstw, co względnie osłabia pozycję amerykańską.
Nie mówimy tutaj o jakimś defekcie lub błędzie, ale o naturalnym efekcie zmieniającego się świata. Nie chodzi też o siłę bezwzględną, mierzoną PKB czy potęgą militarną, ale o względną przewagę Stanów Zjednoczonych nad innymi państwami. Po prostu takie państwa jak Chiny, Indie czy Rosja poczuły się na tyle silne, że zaczęły kwestionować amerykańskie przywództwo.
Bez wątpienia więc ład pojałtański się kończy. Obecnie jednak nie można jeszcze stwierdzić, co go zastąpi. I to jest zawsze najbardziej niebezpieczny moment w dziejach świata. Bowiem ustalanie nowego porządku wykuwa się najczęściej w ogniu wojen między pretendentami do potęgi politycznej.
Już atak Rosji na Ukrainę był wyzwaniem rzuconym Pax Americana. Wtedy jeszcze wszyscy wierzyli, że przyjdzie wujek Sam, zrobi bach, bach i Rosja zostanie boleśnie ukarana za naruszenie porządku. Ale tak się nie stało. Co się naprawdę stało – dowiemy się dopiero w przyszłości, gdy historycy przeanalizują, bez emocji i uprzedzeń, skutki tej wojny.
W mojej ocenie Rosja wzmocniła swoją pozycję, ale nie w ramach ładu pojałtańskiego. W tym porządku pozycja rosyjska uległa osłabieniu. Jeżeli ktoś nie widzi nic innego, może więc uznać, że Rosja poniosła polityczną klęskę. Ale Rosja już nie funkcjonuje w ramach obecnego ładu politycznego. Otwarcie wystąpiła przeciwko staremu porządkowi i jej już nie obowiązuje fizyka ładu pojałtańskiego. Rosja buduje swoją pozycję w nowym świecie.
Większość ludzi z naszej części świata nie chce tego widzieć. Podważanie ładu opartego na amerykańskiej dominacji postrzegają w kategoriach porażki i zagrożenia. Dlatego stosują najprostszą metodę obrony – udają, że tego nie ma. Uzasadniają tę postawę legalistycznym fundamentalizmem: jeżeli coś jest niezgodne z prawem międzynarodowym, to tego nie ma, nawet jeżeli jest.
NOWY ŁAD
Dopiero Donald Trump zaakceptował, że świat się zmienia, i zaproponował modyfikację amerykańskiej strategii. Bo zmiany nie zawsze oznaczają upadek, ale otwierają też nowe możliwości. Brakuje mi wiedzy, aby w pełni zrozumieć projekt ładu trumpowego. Zresztą nawet nie wiem, czy sam Trump go w pełni rozumie. Niemniej, sumując działania obecnej administracji amerykańskiej i wyznaczając na tej podstawie pewną tendencję, wydaje mi się, że Stany Zjednoczone szukają swojej pozycji w modelu wielobiegunowego świata.
Oznacza to rezygnację z bezpośredniej amerykańskiej hegemonii na rzecz utrzymania dominującej pozycji wśród innych mocarstw. Ma to umożliwić odbudowę amerykańskiej potęgi, także poprzez odciążenie Ameryki od pełnienia roli hegemona i światowego policjanta. Bo Stany Zjednoczone dążą do przerzucenia części odpowiedzialności za utrzymanie światowego porządku na sojusznicze mocarstwa.
Drogą do tego ma być kumulacja sił amerykańskich na półkuli zachodniej, co umożliwi wzmocnienie kontroli amerykańskiej nad obiema Amerykami. Z tego wynika bezceremonialne postępowanie USA wobec Wenezueli, Kuby, Kanady i Grenlandii. W tym zakresie Trump przyznał sobie prawo do podejmowania bardziej drastycznych działań niż jego poprzednicy.
Natomiast poza tą strefą bezpośrednich wpływów amerykańskich – ład światowy powinni utrzymywać amerykańscy sojusznicy: Izrael, Australia, Japonia, Korea Południowa i NATO.
Oczywiście z NATO są same problemy, gdyż nie jest pewne, czy Trump zamierza się oprzeć na współpracy z całą organizacją, a może na sojuszu z Niemcami lub Wielką Brytanią, lub z Polską i Ukrainą. W każdym razie chodzi o taką współpracę, która uwolni Stany Zjednoczone od stałej obecności w Europie. Czyli jednak nie może tu chodzić o Polskę.
Z tej wizji świata wynika zapewne również wojna w Iranie. Stany Zjednoczone dążą do zredukowania militarnej obecności na Bliskim Wschodzie i przerzucenia odpowiedzialności za utrzymanie porządku w regionie na Izrael. W przeciwieństwie do Europy Izrael jest do tego gotowy. Przeszkodą była jedynie siła Iranu, którą należało złamać.
Wydaje się jednak, że wojna irańska miała wyglądać inaczej. Obecnie nic nie wiadomo. Nie twierdzę nawet, że ład trumpowy jest dobrym pomysłem i uchroni świat przed wojną światową. To dopiero początek. Pierwsza próba zmierzenia się z rzeczywistością. Jedno jest pewne: świat nie będzie już taki sam.
POLSKA BEZ WIZJI
Mam pretensję do naszych polityków i analityków, że nie potrafią nas do tego przygotować. Nie uwzględniają żadnej alternatywy poza amerykańską hegemonią i obecnością wojsk amerykańskich w Polsce. Jeżeli jednak celem amerykańskim jest ograniczenie swojej aktywności poza półkulą zachodnią, to nasze oczekiwania są płynięciem pod prąd strategii amerykańskiej. Więc gdzie jest nasz plan B?
Wszelkie projekty strategiczne powinny być przygotowane z myślą o przyszłości. Nasze, jak zawsze, ugrzęzły w przeszłości. I to w wersji bezalternatywnej. Do tego dodajemy nasze oburzenie moralne, gdyż nie zgadzamy się na to, aby świat się zmieniał.
On się jednak zmienia w sposób ciągły i nieustający, niezależnie od naszych chęci. W konsekwencji musi się też zmieniać polityczny ład. Ład zmienia się skokowo, dlatego możemy się łudzić, że się nie zmienia. Jednak nie można opierać polityki bezpieczeństwa na złudzeniach.
PS1. ŁAD TRUMPOWY
Decentralizacja amerykańskiej hegemonii. Zamiast jednego globalnego hegemona światowy porządek oparty będzie na mocarstwach dominujących w swoich regionach. Stany Zjednoczone w Ameryce, Izrael na Bliskim Wschodzie, NATO/Niemcy w Europie, Chiny na Dalekim Wschodzie, Rosja na północy Eurazji, Indie w Azji Środkowej, Australia/Japonia na Pacyfiku.
Stany Zjednoczone zrezygnują z roli globalnego hegemona, ale zachowają pozycję najsilniejszego gracza w koncercie mocarstw. Ich pozycja będzie wynikała z potęgi gospodarczo-militarnej gwarantowanej przez dominację nad najbogatszym regionem świata – nad Amerykami. Natomiast cele globalne będą realizowały poprzez sojusznicze mocarstwa: Niemcy, Izrael, Japonię i Australię, a być może również Indie.
W tym układzie ciężar rywalizacji z Chinami zostałby przerzucony na Japonię, Australię i Indie, natomiast ciężar konfrontacji z Rosją – na Europę, czyli Niemcy/NATO. Stany Zjednoczone nadal wspierałyby swoich sojuszników, ale ograniczając koszty i maksymalizując korzyści.
PS2. POLSKA W NOWYM ŚWIECIE
Polska mogłaby się ubiegać o wzrost swojej pozycji, gdyby posiadała zdolność do stabilizowania sytuacji w Europie. Kluczowe byłyby tu więc relacje z Rosją. Polska powinna mieć zdolność odstraszania w połączeniu ze zdolnością do budowania pokojowych relacji. Bo celem nowego ładu nie byłoby utrzymywanie niekończącego się napięcia w stosunkach z Rosją, które wymagałoby ciągłego zaangażowania amerykańskiego. To nie jest już „zimna wojna”. Celem światowego ładu politycznego jest zapewnienie światu spokoju.
Dlatego w ładzie pojałtańskim Polska mogła budować swoją pozycję, przyjmując rolę „alarmisty” ostrzegającego przed Rosją i domagającego się amerykańskiej obecności. W ładzie trumpowym taka postawa staje się dla Waszyngtonu irytującym kosztem. Bowiem regionalne mocarstwa muszą mieć zdolność do samodzielnego rozwiązywania problemów politycznych, bez angażowania Stanów Zjednoczonych.


Dodaj komentarz