Jestem tu, czyli w hotelu. Jest ciepło, choć na zewnątrz zrobiło się strasznie zimno. Nawet ja mam już dość tego zmieniającego się klimatu, w którym w zimie tak długo jest zimno. Trochę tak, ale nie aż tyle.

W każdym razie jem śniadanie wliczone w cenę hotelu. Jest wcześnie rano, jeszcze przed ósmą, ale na śniadanie zeszła już niczym lawina duża liczba gości hotelowych. W większości są to uczestnicy różnych szkoleń. Wiem to, gdyż mimowolnie słucham ich rozmów przy stole.

Gdy zbierze się ich większa grupa, wspominają zazwyczaj z sentymentem dawne szkolenia. Bo to w większości weterani szkoleń. Wspominają standardy pokojów hotelowych oraz jakość jedzenia, gdyż są to punkty orientacyjne, po których identyfikują czas i miejsce dawnych spotkań. „Pamiętasz, to było wtedy, gdy dostaliśmy na śniadanie flaczki. Jak Boga kocham, flaczki na śniadanie”.

Nigdy nie wspominają tego, czego się nauczyli podczas szkoleń. Na pewno się dużo nauczyli, bo to przecież nasza narodowa inwestycja w kapitał ludzki, ale tego nie wspominają. Natomiast hotele i śniadania – jak najbardziej. Być może wielu z nich nie miałoby innej okazji, aby bywać w hotelach i jeść hotelowe śniadania, dlatego jest to dla nich takie ważne.

Ja nie byłem na szkoleniu, bo ja już jestem wyszkolony jak komandos. Uczestniczyłem w czymś ważniejszym, dlatego byłem w tym hotelu jako członek zespołu roboczego wykonującego niezwykle istotne zadanie dla kraju. A dzięki temu, że wielokrotnie wcześniej uczestniczyłem w szkoleniach, bo państwo zainwestowało we mnie w celu zwiększenia kapitału ludzkiego, mogłem teraz siedzieć na hotelowym śniadaniu pewny siebie, obserwując tych bardziej nieporadnych, którzy dopiero uczyli się szkoleniowej obyczajowości.

Obserwując sąsiadów przy stolikach, można było zauważyć, że poszczególne grupy szkoleniowe były dość jednolite obyczajowo. Nawet żarty opowiadane przy śniadaniu były niemal identyczne, jakby nauczyli się ich podczas szkolenia od starych szkoleniowców.

Zawsze mam takie nieodparte wrażenie, że w szkoleniach służbowych nie chodzi o to, co jest napisane w programie, tylko o coś zupełnie innego. Może właśnie o to, aby ich uczestnicy przyswoili sobie obyczajowość hotelową wraz z żartami śniadaniowymi?

Ja na przykład uczestniczyłem kiedyś w SEKiO, a właściwie w SEKiO III, gdyż była to już trzecia edycja tego wypasionego kursu dla nauczycieli. Formalnie miał on przygotować nas do realizacji zajęć wiedzy o społeczeństwie w nowej formule, nazwanej Edukacją Konstytucyjną i Obywatelską. Nigdy tego nie zrealizowano, gdyż WOS-u nie przemianowano w EKiO, więc pieniądze przeznaczone na projekt zostały formalnie wyrzucone w błoto.

Ale samo szkolenie było wspaniałe – w cudownym ośrodku księży pallotynów w Konstancinie, z wewnętrzną fontanną i doskonałym jedzeniem, częściowo przygotowywanym na miejscu. Przez dwa lata tam jeździliśmy. Szkoliły nas takie tuzy jak prof. Paweł Śpiewak i prof. Michał Kulesza od reformy samorządowej. Od niego bezpośrednio dowiedziałem się, że inspiracją nowego podziału administracyjnego było stworzenie dużych i silnych gospodarczo województw na granicy z Niemcami, zdolnych rywalizować z niemieckimi landami. Następnie na tej granicy stworzono województwo lubuskie. To pouczająca lekcja dla wszelkiej maści idealistów, jak idee zmieniają się w rzeczywistość.

Podczas innych zajęć analizowaliśmy list irlandzkiego nauczyciela do władz europejskich, w którym ostrzegał on przed zagrożeniem nacjonalistycznym w byłych państwach komunistycznych. Pisał, że walka z komunizmem oparta była na nacjonalizmie narodowym i po jego upadku może eskalować do poziomu agresywnego szowinizmu. Nigdy nie zrozumiałem, dlaczego irlandzki nauczyciel został uznany za autorytet w sprawie Europy Wschodniej. Wniosek był jednak jasny: należy powstrzymać to zagrożenie poprzez świadome zwalczanie nacjonalizmów w naszym regionie za pomocą edukacji. Ten komponent wpisano więc w szkolenie SEKiO.

I nawet jeżeli cały projekt nigdy nie został zrealizowany, to przeszkoleni nauczyciele wynieśli z niego misję walki z polskim nacjonalizmem. Być może o to chodziło bardziej niż o samą Edukację Konstytucyjną.

Gdy więc patrzę na tych wszystkich nałogowych uczestników szkoleń, zachłyśniętych atmosferą hoteli, myślę sobie, że w ten sposób tworzy się nowoczesną V kolumnę do zwalczania polskiej tożsamości. Jest to formacja nowoczesna, bo jej członkowie nawet nie muszą wiedzieć, do czego naprawdę są szkoleni. Trudno bowiem uwierzyć, aby pieniądze były tak lekko i beznadziejnie marnowane.

Bo nam się wydaje, że chodzi o to, o co kłócą się gadające głowy w telewizji. A może to tylko zawracanie głowy. Dlatego przestałem ich słuchać. Wolę patrzeć na ludzi. I gdy na nich patrzę, choćby tu, w hotelu, mam wrażenie, że naprawdę chodzi o naszą narodową tożsamość i o to, jak łatwo można nią manipulować. O tym powinny mówić gadające głowy. Ale one mówią wyłącznie o sobie. My temu ulegamy i gotowi jesteśmy umierać za ich sprawy. Natomiast naszymi problemami nikt się nie interesuje.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *