Wreszcie jest jakby wiosna. Najwyższy czas pojechać z Sonią na spacer. Zmieniłem nawet kurtkę na wiosenną. To był ruch ryzykowny, ale jak szaleć, to szaleć.

Tuż przed wyjściem pani prezydent w jakimś medium opowiadała o szybkim rozwoju Łodzi. Idealnie wpasowała się w mój nastrój. Więc idę, a potem jadę.

Wyjeżdżam z parkingu na Sienkiewicza i od razu wjeżdżam w remontowe płotki. Wczoraj ich jeszcze nie było, czyli postawili je w nocy. Tak się pracuje w Łodzi. Omijam je szerokim łukiem po zewnętrznej stronie, ale prawy pas jest wyłączony – więc skręcam w lewo.

I tam krótki cross po Wigury. Droga niby asfaltowa, ale tak dziurawa jak polna. A jednak przejezdna, więc dojeżdżam do Kilińskiego.

Skręcam z Wigury w prawo i o włos unikam zderzenia z samochodem jadącym prosto Kilińskiego. Bo tu zrobiono taką sztuczkę, że skręt z Wigury w Kilińskiego jest bezkolizyjny, dlatego jest bardzo niebezpieczny.

Ten pas Kilińskiego od strony Wigury podzielono jakby na dwa pasy – jeden jest do jazdy prosto, a ten drugi do skrętu w Wigury lub z Wigury. Ten głęboko przemyślany plan rozumieją jednak wyłącznie miejscowi. Inni kierowcy się w tym gubią. Dlatego część kierowców jadących prosto Kilińskiego wjeżdża z impetem w pas przeznaczony do skrętu i robi się z tego ruska ruletka, kto jak pojedzie. Tym razem mi się udało i się wywinąłem, jadę więc dalej.

Lekkie wahanie, czy jechać aż do Przybyszewskiego, bo przecież tam przez całe lata był remont. Ale ryzyk fizyk. Łódź tak szybko się rozwija, że jazda po naszym mieście nie jest dla miękiszonów.

Przez Przybyszewskiego można przejechać, dla wprawy pozostawiono tam tylko kilka remontowych płotków – wciskam więc gaz i od razu przeskakuję też przez Dąbrowskiego. Już prawie dojeżdżam do ronda, ale STOP! Na środku drogi stoi remontowy płotek ze znakiem zakazu jazdy. Co jest? Zatrzymuję się jakoś tak na opak, bo tego się nie spodziewałem. A za mną inni. Stoimy więc byle jak, jak spalone niemieckie czołgi w „Czterech pancernych”. Chwila wahania, co teraz możemy zrobić.

Ale oto z bocznej uliczki wyjeżdża jakiś tutejszy samochód i zgrabnym zwodem omija przeszkodę na drodze. Bo faktycznie płotek stoi tak, jakby zagradzał, ale też tak, jakby kpił z frajerów, którzy przejmują się płotkami remontowymi na drodze.

Ruszamy więc ostrożnie za tym pierwszym i omijamy płotek, jakbyśmy wjeżdżali na pole minowe. Ale nie ma lęku. Rondo Insurekcji Kościuszkowskiej od naszej strony ma rzeczywiście zdarty asfalt, ale ziemia jest twarda, ubita, więc co to dla nas tu w Łodzi? Nie po takich nawierzchniach musimy jeździć. Na przykład przejazd przez Wigury był dużo gorszy. Wjeżdżamy więc na czarnoziem i ziemia się nie zapada. Myk – i jesteśmy już po drugiej stronie ronda od strony Paderewskiego. Można? Można!

Jest drobny problem, że teraz nikt nie wie, jak tutaj jest ruch zorganizowany, gdyż nie był w ogóle zaplanowany od naszej strony. A do tego droga pocięta jest płotkami jak ramię nastolatka sznytami. Być może jedziemy nawet pod prąd, ale kto odważnemu zabroni? Gdyby był tu policjant, mógłby ściągać mandaty na chybił trafił od każdego, gdyż nikt tu nie wie, jak należy jechać prawidłowo. Może więc być tak, że wszyscy jadą źle. Ileż można byłoby dzięki temu zarobić dla miasta Łodzi na nowe remonty i kupno Patriotów?

Ale już jest skręt w lewo w Rzgowską. Na środku stoi tylko jeden samotny słupek remontowy. Nikt nie wie, po co on stoi, ale nikogo to nie obchodzi. Tylko Sonia go obszczekała z obowiązku. Jeszcze moment, skręt w lewo w Kolumny, następnie w prawo i już jesteśmy na łące.

Cudownie pachnie wiosną. Sonia skacze z radości i próbuje złapać zębami słońce. Warto było, nawet jeżeli nie wiem, jak wrócę. Jakoś wrócę. Kocham moje miasto. I jestem z niego taki dumny. Nikt nie ma takiego rozwoju. Jeździłem po Warszawie i tam ulice nie są aż tak zablokowane rozwojem. Trochę są, ale nie w takim natężeniu. Dziękujemy Pani Prezydent.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *