Pamiętam, jak rozmawiałem z uczniami o konferencji monachijskiej z 1938 roku. Oczywiście pojawił się problem ustępstw wobec Hitlera. Dlaczego? – pytali. Bo normalni ludzie pragną ratować pokój za wszelką cenę. Ale nie uratowali. Przez ustępstwa zachęcili szaleńca do wielkiej wojny. To prawda, ale oni nie mogli tego przewidzieć. Nie możemy ich oskarżać, dlatego, że my dzisiaj wiemy to, czego oni nie wiedzieli. Mogli się domyśleć, taka jest rola polityków. Tak, ale z powodu domysłów nie można rozpętać wojny.

Tak właśnie jest, że szaleńcy wywołują wojny, a ludzie normalni robią wszystko, aby ich uniknąć. Nawet za cenę ustępstw wobec szaleńców. Nawet jeżeli narażają się przez to na utratę reputacji wybitnych polityków. Natomiast szaleńcy, którzy nie mają hamulców, mogą się kreować na geniuszy politycznych – bo nie mają hamulców i wszyscy im ustępują. Tak po prostu jest.

I niech tak będzie. Bo ja się boję sytuacji, gdy ludzie normalni zaczną wywoływać wojny, aby powstrzymać szaleńców.

Zastanawiam się więc, gdzie zgubiliśmy tę drogę. Myślę, że zbyt długo żyliśmy w pokoju i przestaliśmy się bać wojny. A może to wcale nie jest błąd, ale zwyczajny cykl rozwojowy ludzkości? Po wojnie boimy się wojny i obiecujemy sobie, że już nigdy więcej, ale później zapominamy i przestajemy się bać wojny, aż wojna wybucha, po której obiecujemy, że już nigdy więcej.

Powinniśmy się bać. Przetrwaliśmy zimną wojnę, bo się baliśmy wojny. Ja się nadal boję. Może dlatego, że mi się wojna śniła? Na szczęście nie doświadczyłem jej osobiście, a jednak leżałem w okopie z karabinem i czekałem na rozkaz do ataku. Później padł rozkaz i zacząłem biec w stronę tych, którzy do mnie strzelali. Bardzo się bałem. Aż dostałem postrzał w brzuch, padłem i się obudziłem. Leżałem w łóżku i wciąż się bałem.

Może tacy ludzie jak Trump i Putin nie mają takich snów?

Putin pewnie ma, gdyż w Rosji na pewno wszyscy śnią o wojnie. Ale śnią inaczej. Zapewne biegną do boju z okrzykiem „uraaa!” i zabijają wrogów. Bo oni są bohaterami wojennymi. Ale Trump to całkiem inna sprawa. On zapewne nie śni o wojnie.

Pamiętam czasy, gdy w Polsce kończył się komunizm. Przed upadkiem wszyscy ludzie byli mniej więcej tacy sami szarzy, a później wydarzył się cud. Z dnia na dzień część ludzi przemieniła się w nadludzi. Tu nie chodziło nawet o pieniądze – oni po prostu uwierzyli, że są lepsi. Bo inni są gorsi.

To było łatwe. Trwało to najwyżej pięć lat, gdy komunistyczne żaby zaczęły się przemienić w kapitalistyczne książątka. Lepiej jadły, lepiej mieszkały, miały większe samochody, uprawiały jogging i całkiem straciły empatię. Bo przecież współczucie dla słabszych było komunistycznym balastem przeszkadzającym w rozwoju gospodarczym.

Jeżeli u nas zadziałało to tak szybko, zastanawiam się, jak patrzy na nas Donald Trump. Może trudno mu uwierzyć, że my w ogóle chcemy żyć w takich warunkach w jakich żyjemy? Bo jak można tak żyć? Może nam nawet trochę współczuje.

Dlatego chce zmienić świat na lepsze. To dobry pan.  Ale ludzie muszą mu pomóc. Muszą się poświęcić. Nie jest to trudne, gdyż przecież niewiele mają do stracenia. Z perspektywy Trumpa poświęcenie życia dla Wielkiej Ameryki jest zyskiem dla przeciętnego Amerykanina. A ile w tym jego bilansie warte jest życie Polaka, Ukraińca czy Irańczyka?

Ja jednak, na przekór wszystkiemu, lubię swoje życie. Nie chcę ginąć za Wielką Amerykę. Może to dziwne, ale taka jest prawda. Dlatego straciłem pewność, kto tu jest bardziej szalony: Putin, Trump, Netanjahu czy Kim Dzong Un? Jak Boga kocham – to mnie przeraża.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *