Iran przygotowywał się do obecnej wojny od dawna. Wiedzieli, że kiedyś nadejdzie moment, gdy zostaną zaatakowani przez największe mocarstwo militarne świata. Być może przygotowywali się do tego już od czasu rewolucji islamskiej w 1979 roku i uwolnienia Iranu spod amerykańskiej dominacji.

Mając tak potężnego wroga, należało uwzględnić w strategii obronnej nawet klęskę. Trzeba było przemyśleć postępowanie na wypadek, gdyby któregoś dnia przed świtem wymordowano całe kierownictwo państwa. Przecież nawet w konstytucji kwietniowej z 1935 roku przewidziano postępowanie na wypadek wojny i śmierci prezydenta. O takich rzeczach myśli się, gdy ma się świadomość, że twoim wrogiem są największe potęgi świata.

Wynika mi z tego, że po upadku komunizmu nie czuliśmy takiego zagrożenia ze strony Rosji. W obliczu prawdziwego zagrożenia takie państwo jak Polska powinno nieustannie przygotowywać się do wojny — i to wojny nierównej, gdy w wyniku zdradzieckiej napaści o 4:45 wróg wybije całe kierownictwo państwa i będzie bombardował nasze miasta, pozbawiając nas elektryczności i łączności. Do takiej wojny powinniśmy być gotowi.

Rozumiem, że nasza strategia obronna była inna i opierała się na założeniu, iż będą walczyć za nas Amerykanie i NATO. To coś takiego, jakby Iran, zamiast przygotowywać się do wojny, starał się namówić Chińczyków do rozmieszczenia w Iranie swoich garnizonów z dwoma brygadami pancernymi. Oznacza to, że naprawdę nie obawialiśmy się rosyjskiej napaści, gdyż wierzyliśmy w siłę odstraszania NATO.

Gdybyśmy rzeczywiście mieli świadomość, że żyjemy na czynnym wulkanie, nie byłoby takiej żenującej wojny polsko-polskiej. Poczucie zagrożenia wymusiłoby konsolidację polskiego społeczeństwa. To zjawisko jest naturalne i występuje na każdym poziomie. Jeżeli uczniowie w szkole naprawdę boją się nauczycieli, stają się koleżeńscy i starają się pomagać sobie wzajemnie. Gdy tylko znika strach przed nauczycielami, natychmiast ujawnia się agresja koleżeńska.

Obawiam się więc, że nasz zryw patriotyczny po ataku Rosji na Ukrainę był zwyczajną manipulacją medialną, bo komuś było to potrzebne w tym momencie. A w innym momencie może mu być potrzebne, aby nasze społeczeństwo uznało polski patriotyzm za szkodliwy, gdyż wyniszcza społeczeństwo walką o wolność. To też da się zrobić — wystarczy kilka zatroskanych tekstów w rocznicę powstań narodowych.

Dlatego zamiast rozchwianej egzaltacji patriotycznej wolałbym, aby wojna na Ukrainie uświadomiła nam, że żyjemy w stanie śmiertelnego zagrożenia. Bo to, co Stany Zjednoczone zrobiły z Iranem, Rosja może zrobić z Polską. Zamiast więc wrzaskliwych deklaracji wrogości wobec Rosji, wykrzykiwanych w mediach przez polskich przywódców, wolałbym, aby Polska po cichu budowała po prostu odporność na Rosję.

Bo rosyjski atak na Polskę może się rozpocząć któregoś dnia nad ranem. I co my na to? Wiemy, jak zareagował Iran. A jak będzie wyglądała Polska tego dnia o 10:45? Dopiero wtedy stanie się oczywiste, co zrobiliśmy z naszym krajem przez ostatnie 40 lat.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *