Oczywiście Trump jest najlepszym kierowcą świata. Super. Widziałem wielu takich kierowców. Ich technika jazdy opiera się na tym, że wszyscy im ustępują. Jadą więc bez zahamowań. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś im nie ustąpi.
Wtedy można jeszcze liczyć na ich samochód. Bo najlepszy na świecie kierowca ma oczywiście najlepszy na świecie samochód. Jeżeli jednak najlepszy na świecie samochód to taki sam pic jak jego kierowca – no to lipa.
W tym całym nieszczęściu jest jedno szczęście, że Trump nie podjął próby wyprzedzania Chin na zakręcie. Wtedy groziłaby nam jeszcze większa katastrofa. Niemniej teraz też nie jest dobrze. Bo ja nie widzę sposobu na zakończenie wojny w Iranie.
Jeżeli najgorszy bandzior w bloku (*) napada na twoje mieszkanie w środku nocy i morduje ci rodzinę, nie można tego zakończyć honorowym porozumieniem. Tym bardziej, jeżeli bandzior zabija wszystkich, którzy wcześniej próbowali z nim rozmawiać. Kto więc teraz będzie chętny, aby rozmawiać z bandziorem?
Oczywiście Trump przedstawił warunki pokoju. Powiedzmy, że są one nawet korzystne dla Iranu. Za rezygnację z programu nuklearnego i ograniczenie programu rakietowego zostaną zdjęte z Iranu sankcje ekonomiczne. Należy jednak pamiętać, że są to propozycje bandziora. Z tej perspektywy brzmią one tak: oddaj mi klucze do swojego mieszkania, a ja ci obiecuję, że już cię więcej nie napadnę. Nie ma więc przestrzeni do zakończenia wojny w Iranie.
Nie ma też możliwości, aby w wyniku bombardowań całkowicie unicestwić Iran. To nie jest Strefa Gazy. Iran można więc zmusić do kapitulacji w wyniku użycia bomby atomowej albo w wyniku inwazji lądowej. Oba rozwiązania to katastrofa.
Sądzę jednak, że Trump się przed tym nie cofnie. Bowiem najlepszy kierowca na świecie nie da się wyprzedzić, nawet jeżeli miałby rozjechać ludzi z dziećmi na przystanku autobusowym.
Inwazja lądowa na Iran może stać się dla armii amerykańskiej pułapką, gdyż Stany Zjednoczone nie mają granicy lądowej z Iranem. Wojna prowadzona w takich warunkach to logistyczny koszmar. Może się więc okazać, że armia amerykańska i izraelska wcale nie są niezwyciężone.
Bo największe mocarstwo świata też może przegrać. Oczywiście nie w ten sposób, że zostanie zmuszone do bezwarunkowej kapitulacji. Trzeba jednak zrozumieć, że takie państwo ma swoje interesy w różnych miejscach świata. Ma też wielu wrogów na całym świecie. Wystarczy więc, aby pojawił się syndrom za krótkiej kołderki, gdy Amerykanie nie będą w stanie skutecznie bronić swoich interesów na całym świecie. A liczba ich wrogów przekroczy punkt krytyczny. To nie muszą być nawet wrogowie potężni. Należy bowiem pamiętać, że Popiela zjadły myszy, a nie wilki.
Zresztą to się już dzieje. Dlatego Stany Zjednoczone znalazły się na ostrym zakręcie, gdyż bez inwazji lądowej na Iran nie będą w stanie wygrać wojny, czyli przegrają, ale dokonując inwazji lądowej stracą pozycję światowego hegemona, nawet jeżeli wygrają. No i klops.
A najgorsze jest jednak to, że Stanami Zjednoczonymi kieruje najlepszy kierowca na świecie. Tu nie ma mowy o hamowaniu. Nie będzie więc dobrze.
* Colin Powell: „the biggest bully on the block”


Dodaj komentarz