Rozejrzałem się dyskretnie i, jak Boga kocham, to była ona — naprawdę pierwsza gwiazda wigilijna, właśnie ta, do której trzeba słać życzenia. Było ciemno, zimno i pusto. Bez śniegu, jedynie coś w rodzaju białego szronu podkreślało brudne barwy ulicy. Całe niebo było granatowo-czarne, bez śladu innych gwiazdek, i tylko ona jedna. Przez ostatnie lata wigilijne…