Okazało się, że Hania eksperymentowała z nożami. Innowacyjności dziecka nie należy ograniczać. Dzięki eksperymentowaniu się rozwija. Nie wolno mu mówić „nie”, gdyż w ten sposób zabija się w nim jego ciekawość świata. Hani na szczęście nikt nie powiedział „nie”. Dzięki temu zaspokoiła swoją ciekawość, co się stanie, gdy wbijesz nóż w młodszą koleżankę. Eksperyment się oczywiście udał, tylko koleżanka nie przeżyła.
I teraz Hania wymaga wsparcia psychologiczno-pedagogicznego, gdyż ma traumę. Gdyby się tak nad tym zastanowić – winę za wszystko ponosi szkoła, gdyż nie objęła Hani pomocą psychologiczno-pedagogiczną wcześniej. Wina nauczycieli jest tu oczywista, gdyż byli zobowiązani, aby zorientować się, że Hania potrzebuje wsparcia.
W celu rozwiązania tego problemu Sejm będzie musiał wydać w trybie przyspieszonym kolejną szczegółową ustawę regulującą sposób postępowania nauczycieli i szkoły wobec dzieci chodzących do szkoły z nożami. Ta nowa ustawa nazwana zostanie zapewne „ustawą Danusi”. To taka nowa świecka tradycja, aby po tragedii z udziałem dzieci pisać pamiątkową ustawę. W przeszłości uchwalono “ustawę Karolka” po zamordowaniu Karolka przez ojczyma.
Im więc bardziej mamy państwo niewydolne, tym więcej będziemy mieli okolicznościowych ustaw dla uczczenia ofiar. One oczywiście niczemu nie są w stanie zapobiec, ale mnożą regulacje. Bo nikomu nie przychodzi do głowy, że powodem nieszczęścia wcale nie jest brak regulacji, ale nadmiar regulacji, który wywołuje lęk przed normalnym reagowaniem na zagrożenie i agresję. Gdyż nikt nigdy nie jest pewien, czy mu wolno. Przecież zwrócenie dziecku przez nauczyciela uwagi na niewłaściwe zachowanie może zostać uznane za naruszenie godności dziecka i ukarane karą dyscyplinarną. A jeżeli do tego rodzice wynajmą adwokata, może to się zakończyć postępowaniem karnym.
Dlatego nauczyciele boją się reagować. Sam zajmowałem się sprawą zgłoszoną przez adwokata występującego jako pełnomocnik sześcioletniego dziecka, które złożyło skargę na dyskryminujące zachowanie rówieśnika, który zabrał mu w zerówce zabawkę. Jak Boga kocham, to była prawdziwa patologia.
No właśnie. Bo dzisiaj należałoby przedefiniować pojęcie patologicznej rodziny. To nie jest tylko rodzina, w której rodzice piją i biją. Mamy coraz częściej do czynienia z rodzinami eksperymentującymi w zakresie wychowania dzieci zgodnie z nowymi trendami. Są to rodziny, w których nie uczy się dzieci reguł obyczajowych, zasad moralnych oraz nie mówi dzieciom, że im czegoś nie wolno. To jest nowoczesna neo-patologia. Świadomość tego zagrożenia przebija się czasem w literaturze, gdy dorosłe już dzieci opisują swoje traumatyczne dzieciństwo w rodzinie zdegenerowanej nowoczesnością. Ale nie przebija się jeszcze do świadomości społecznej, gdyż ten problem nie pojawia się na Netflixie.
Zapewne więc musi zginąć jeszcze wiele dzieci i zostanie wydanych wiele okolicznościowych ustaw „Justynki”, „Paulinki”, „Kacperka”, zanim wreszcie zostanie uchwalona „ustawa Dawidka”, w której zamieszczone zostaną sankcje karne dla rodziców za brak reakcji na niewłaściwe zachowanie swoich dzieci.


Dodaj komentarz