Pan minister Żurek miał być wunderwaffe Koalicji Obywatelskiej, ale staje się dla niej balastem. Swoim postępowaniem może nawet przyczynić się do jej zatonięcia. A wtedy nikt nie stanie w jego obronie.

Nawet ja dałem się oszukać. Uwzględniając fakt, że ów minister jako sędzia przez lata był zajadłym obrońcą niezależnego sądownictwa, uznałem więc, że najzwyczajniej w świecie oszalał, gdy zakwestionował wyrok niezawisłego sądu, który uchylił europejski nakaz aresztowania wobec posła Romanowskiego.

Później pomyślałem jednak, że nawet szaleniec starałby się uniknąć aż takiej kompromitacji. Tak jak w tym dowcipie o wariacie, który wyprowadzał szczoteczkę do zębów na smyczy na spacer. Udawał jednak, iż jest świadomy, że to była szczoteczka, a nie pies, aby ludzie nie brali go za wariata. Nawet więc szaleniec, który z sędziego zostałby ministrem, udawałby, że traktuje poważnie niezawisłość sądów. To nie mogło więc być szaleństwo, ale metoda.

Zacząłem się zastanawiać nad intencjami pana ministra Żurka.

Najpierw przyszło mi do głowy, że pan minister obronę niezawisłości sądów traktował jako narzędzie walki politycznej z Prawem i Sprawiedliwością. Dlatego odmawiał ministrom z PiS prawa do krytykowania wyroków sądowych, uznając to za formę nacisku politycznego na sądy, ale nie odmawia tego prawa ministrom z Koalicji Obywatelskiej, zwłaszcza gdy sam został ministrem. Należałoby to jednak uznać za uchybienie godności zawodu sędziego, co prowadzi do utraty zaufania publicznego, dlatego to narzucające się przypuszczenie natychmiast odrzuciłem jako niegodne.

Wtedy uświadomiłem sobie, że ludzie postrzegają pana ministra jako silnego człowieka z powodu jego fizjonomii przypominającej emerytowanego boksera. Bo ludzie zazwyczaj oceniają innych na podstawie ich fizjonomii. Ktoś, kto żyje przez całe życie pod ochroną systemu, nie może być jednak naprawdę silny. Raczej utrwalają się w nim cechy małego beksy, który najpierw zaczepia starszych, a później ucieka z płaczem do mamy. W tym przypadku mamą jest system prawny, który ochrania sędziów.

Myślę więc, że minister Żurek, chociaż wciąż jeszcze udaje silnego człowieka, gdyż takie są oczekiwania jego środowiska, to już przygotowuje sobie drogę ucieczki. Bo dużo łatwiej być sędzią, którego nikt nie ocenia, niż ministrem sprawiedliwości, którego oceniają wszyscy.

Pan minister miał być wunderwaffe Koalicji Obywatelskiej, ale staje się dla niej balastem. Swoim postępowaniem może nawet przyczynić się do jej zatonięcia. A wtedy nikt nie stanie w jego obronie — nawet premier nie załatwi mu bezpiecznego schronienia w Brukseli.

Dlatego w poczuciu wzrastającego zagrożenia w ministrze musiał się uruchomić instynkt przetrwania, który skłonił go do przygotowania linii obrony na wypadek próby pociągnięcia go do odpowiedzialności. I teraz jego postępowanie zaczyna się układać w logiczną całość. Przygotowaną przez niego linią obrony będzie zapewne niepoczytalność. A stosunek do niezawisłości sędziowskiej będzie koronnym dowodem w sprawie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *