Ale o co chodzi z tą Grenlandią? Gdzie to w ogóle jest? Tam przecież nic nie ma. A jednak jest. Tyle tylko, że w szkole to nie było pojęcie kluczowe, które trzeba znać. Takim pojęciem jest jednak Ameryka.

Jeżeli wiesz, że Ameryka, to wiesz wszystko. Później możesz dukać byle co. Byle chórem, bo to gra zespołowa. Coś tam o pokoju, o zagrożeniu rosyjskim, o Chinach i samostanowieniu narodów. Ale jaki naród jest na Grenlandii? Zapewne Grenlandczycy!

Ja nie lubię Ameryki, ale akurat w sprawie Grenlandii nie jestem taki krytyczny. Atak na Wenezuelę uważam za terroryzm polityczny, ale na sprawę Grenlandii patrzę nieco inaczej. Teraz się zaniepokoiłem, czy można jeszcze bezkarnie nie lubić Ameryki? Przepraszam, ale nie nadążam za poprawnością myślenia.

Aby zrozumieć Grenlandię, zacznijmy od strony Europy. Czy Europa mogłaby się sama obronić przed Rosją? Albo jeszcze wcześniej przed Związkiem Radzieckim? Oczywiście, że tak.

Uwzględniając jej potencjał, amerykański parasol wcale nie był potrzebny. To znaczy Europa potrzebowała go bezpośrednio po II wojnie światowej, gdy była zniszczona, ale trzydzieści lat później mogła już się bronić sama. Miała dostęp do broni atomowej oraz odpowiednich technologii, a także wystarczający potencjał gospodarczy i ludzki. Nie była jednak do tego zdolna, gdyż umiera.

Bez trudu można ten stan rozpoznać po autoagresji. To jest cecha wszystkich upadających cywilizacji, że utraciwszy zdolność do tworzenia, zaczynają pozorować rozwój poprzez niszczenie swojego wcześniejszego dorobku. Na tej samej zasadzie wypalony artysta wydłubuje sobie oko widelcem, udając, że nadal jest w stanie coś stworzyć. Dlaczego więc Ameryka miałaby dzisiaj bronić Europy?

Oczywiste jest więc, że Trump chce się wyzwolić z Europy. Dla niego to wyłącznie obciążenie bez żadnych korzyści. Czyli chce się wyzwolić z NATO. Bo Ameryka jest uwikłana w Europę przez Pakt Północnoatlantycki. Bez niego amerykańska potęga pozostaje dokładnie taka sama. Natomiast bez Ameryki NATO nie istnieje.

W pewnym sensie likwidacja NATO nie będzie też miała znaczenia dla Europy. Ostatecznie NATO i tak jest całkowicie uzależnione od woli prezydenta amerykańskiego. Natomiast bez NATO nie moglibyśmy się tak kurczowo trzymać art. 5 jako złudnej gwarancji naszego bezpieczeństwa. Być może mogłoby to nawet obudzić Europę. Oczywiście pod warunkiem, że śpi, a jeszcze nie umarła.

Jeżeli jednak Trump naprawdę chce się wyzwolić z NATO, najpierw wyciągnie z paktu wszystko, co ma znaczenie dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. A Grenlandia jest przecież olbrzymim i niezatapialnym lotniskowcem u wybrzeży Arktyki i Ameryki. Należy do Danii, czyli do NATO, dlatego podważając wartość NATO, Trump chce, aby należała do Ameryki.

Nie tylko dlatego, że Grenlandia jest ważna sama w sobie. To jest też typowy casus belli. Oczywiście nie chodzi tu o klasyczną wojnę. Straszenie interwencją zbrojną zawsze było tylko formą nacisku. Chodzi bardziej o uzasadnienie konfliktu, który wymusi ustalenie nowych reguł funkcjonowania Paktu.

Stany Zjednoczone nie będą już partnerem państw europejskich, ale ich hegemonem. W ten sposób Grenlandię możemy uznać za symboliczny koniec starej epoki NATO. To coś takiego, jak przeniesienie w starożytności skarbca Związku Morskiego z Delos do Aten. „Po pierwsze Ameryka”.

Nawet jeżeli tego nie widać, to już się stało, bo jeżeli sprawa Grenlandii jest sprawą NATO, to w tym sporze państwa europejskie nie mają żadnych argumentów. Muszą więc ustąpić, aby utrzymać mit NATO. Bo Europa jest uzależniona od poczucia bezpieczeństwa opartego na art. 5 Paktu NATO jak narkoman od narkotyków.

W rzeczywistości Stany Zjednoczone już dawno przestały czuć się zobowiązane artykułem 5. Co nie oznacza, że Europa pozostanie bez amerykańskiego wsparcia. Ale Stany Zjednoczone będą zbrojnie interweniowały, kiedy będą chciały, i nie będzie to efektem zobowiązań, ale decyzji amerykańskiego prezydenta.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *