Na początku 2026 roku świat odkrył Grenlandię. Wcześniej jej nie było, a teraz jest — i jest ważniejsza od Ukrainy i Iranu. Nie jest dobrze, bo u nas jest zimno jak cholera, a tamta cholera jest w 80 procentach pokryta lodem. Od samego szukania jej palcem na mapie robi się jeszcze chłodniej.

A do tego wszystkiego mamy ocieplenie klimatu i w Krakowie wprowadzono od 1 stycznia Strefę Czystego Powietrza, aby uchronić ziemię przed spaleniem. Najpierw skojarzyło mi się to ze strefami wolnymi od LGBT, ale to nie to, gdyż tym razem chodzi o wykluczenie starszych samochodów benzynowych i diesli.

Bo niemiecki przemysł motoryzacyjny upada. My, Europejczycy, musimy być solidarni z europejską gospodarką — ale nie z rolnikami ani górnikami, tylko z producentami niemieckich samochodów. Dlatego nie możemy wjeżdżać do Krakowa starymi autami, tylko tymi nowymi, które spełniają niemieckie normy.

Przestrzeganie norm w Krakowie jest tym ważniejsze, że na Ukrainie trwa wojna. Im mniej będzie spalin w Krakowie, tym więcej bomb będzie można zrzucać na Ukrainę bez szkody dla klimatu. Bo nie będzie nam Trump pluł w twarz i decydował, że ma być pokój. Europa powiedziała mu twarde „nie” i w związku z tym domaga się, aby Amerykanie dalej wspierali Ukrainę, gdyż Europa chce to robić, ale nie może, natomiast Amerykanie mogą, dlatego muszą, nawet jeżeli nie chcą. To są elementarne podstawy współczesnej logiki!

Tymczasem Trump nadal zdradziecko prowadzi pertraktacje pokojowe z Putinem, chociaż wszyscy polscy dziennikarze, analitycy i politycy tłumaczą, że jest to niedopuszczalne, gdyż Putin jest zbrodniarzem wojennym. Dlatego rozmowy w sprawie zakończenia wojny na Ukrainie mogą być prowadzone, ale bez Rosji i Putina.

Najlepiej byłoby, gdyby rozmowy prowadził Wołodymyr Zełenski z przywódcami Unii Europejskiej. Zełenski jest przecież prawdziwym bohaterem wojennym, a UE strażnikiem zachodnich wartości. Takie rozmowy miałyby więc najwyższą wartość moralną. Gdyby Putin nie zgodził się przyjąć ustalonych w ten sposób warunków pokoju, byłoby to ostatecznym dowodem, że on nie chce pokoju.

Oczywiście nie byłoby łatwo wynegocjować pokoju w takich warunkach, ale nie dlatego, że uczestnicy rozmów nie potrafiliby dojść ze sobą do porozumienia. Bardziej chodzi o to, że mechanizmy podejmowania decyzji w Unii Europejskiej są tak transparentne, że nikt nie wie, o co w nich chodzi.

Podobno nie odbywa się to podczas głosowania, ale w drodze konsensusu wypracowanego w rozmowach kuluarowych. Na tej podstawie brukselscy urzędnicy wyciągają konkluzje, które zapisują językiem przypominającym przepowiednie greckiej Pytii. Dlatego w następnym kroku muszą je zinterpretować orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Przy czym sędziowie TSUE interpretują wszystko tak, jak oni to rozumieją. W konsekwencji pokój wypracowany w ten sposób byłby jak jajko z niespodzianką.

I to jest właściwa droga do pokoju na Ukrainie. Bo nie wolno pozwolić, aby Putin wygrał wojnę. A z biurokracją nikt jeszcze nie wygrał. Jeżeli więc pertraktacje pokojowe zostaną przepuszczone przez brukselskie procedury biurokratyczne, Putin sam w końcu będzie musiał się poddać. Jeżeli bowiem Europa uderzy w Moskwę dyrektywami unijnymi, powstaną tam większe zniszczenia niż po uderzeniu amerykańskimi Tomahawkami. Po prostu z Moskwy zostanie tylko strefa czystego powietrza.

A wtedy Putin sam poprosi o azyl w Ameryce — najlepiej w tym samym więzieniu, w którym przetrzymywany jest Maduro. Chłopaki będą miały sobie dużo do powiedzenia. Inni też chętnie do nich dołączą.

Gdyby więc zamknąć ich tam wszystkich razem — Putina, Maduro, Xi, Trumpa, Erdoğana, Zełenskiego, Netanjahu, Tuska, Kim Dzong Una, Chameneia, Emmanuela Macrona i Łukaszenkę — ciekawe, który zostałby przywódcą więziennego gangu, a który frajerem.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *