Może więc teraz należy uniknąć starych błędów i spróbować utrwalić ten nasz obecny czas, póki jeszcze jest?
Wracając tamtego dnia samochodem z pracy, uświadomiłem sobie, że teraz żyję w zupełnie innym świecie niż wtedy, gdy jeździłem tramwajem przez ulice komunistycznej Łodzi. To jest oczywiste, a jednak bardzo rzadko się nad tym zastanawiam. A przecież jest tak inaczej, jakbym wylądował na innej planecie. Tyle tylko, że wszystko dzieje się na tyle powoli, że człowiek przyzwyczaja się do zmian, jakby nic się nie zmieniło.
Czasami są tylko takie chwile jak ta, teraz gdy zaczynam patrzeć na świat za szybą samochodu, jakbym patrzył przez iluminator kosmicznego lądownika na krajobraz obcej planety, na której obowiązują inne prawa fizyki niż w miejscu, z którego wystartowałem.
Wtedy najbardziej mi żal, że tych minionych już miejsc i czasów w żaden sposób nie zachowałem, poza kilkoma wyblakłymi wspomnieniami w pamięci. A przecież od dziecka uwielbiałem fotografować. Dzisiaj każde zdjęcie tamtego czasu byłoby na miarę pamiątkowej fotografii z afrykańskiego safari, a nawet jeszcze bardziej, bo tamtych miejsc już całkiem nie ma.
Taka na przykład fotografia naszego meczu na Wembley, czyli na boisku za blokami Teofilowa, albo nawet zdjęcie skrzyżowania Rojnej z Traktorową z ówczesnymi samochodami i ludźmi urosłoby dzisiaj do rozmiaru wiekopomnego zabytku czasów minionych.
Problem polega jednak na tym, że właśnie takie fotografie wydawały się wówczas nieważne. Ważniejsze były przecież bieżące wydarzenia, wtedy najważniejsze. Natomiast później wszystko się odwraca i to, co było ważne, staje się nieważne, a sentymentalną wartość zyskują najzwyczajniejsze obrazy z życia codziennego. Ale ich nie ma.
Bo zdjęcia takich chwil, a nawet ich wspomnienia, znikają bezpowrotnie – w jakimś pośpiechu, w drodze pomiędzy ważnymi wydarzeniami. Może więc teraz należy uniknąć starych błędów i spróbować utrwalić ten nasz obecny czas, póki jeszcze jest?
Jechałem więc dalej, ale zacząłem patrzeć przez szybę samochodu, jakbym nagrywał kronikę filmową naszej obecnej, najzwyklejszej codzienności. Odrzuciłem więc od razu wszystko, co było krzykliwe, jaskrawe i kolorowe.
Gdy odarłem dzisiejszy świat z błyszczących ozdób, zobaczyłem nagle szare sylwetki ludzi w maskujących strojach o kolorystyce od błotnistej zieleni po brudny granat, przytłoczonych przepychem kolorowych reklam ukazujących życie pełne nierealnego luksusu. Reklamy były tak dominujące, że w normalnych warunkach ludzi nie można było dostrzec.
Czy o to chodzi w naszych czasach? Czy tak właśnie będziemy je postrzegać po latach? Tak jak pamiętam rzeczywistość PRL-u w postaci olbrzymiej kolejki zmarzniętych ludzi czekających na Placu Wolności w zimowy wieczór na czerwony autobus marki Jelcz linii B, aby wrócić na Teofilów do domu.
Albo lat 90. XX wieku, czyli okres upadku komunizmu, który pamiętam w postaci olbrzymiej grupy byłych pracowników PGR-u pijących tanie wino kupione na kreskę w wiejskim sklepie w czasie żniw, bo nie mieli nic innego do roboty. My tam trafiliśmy przypadkiem podczas wyprawy rowerowej. Szliśmy do sklepu, a oni rozstępowali się przed nami, jakbyśmy uczestniczyli w surrealistycznym ceremoniale dworskim.
Z tego zamyślenia wyrwał mnie potężny ryk silnika czołgowego wydobywający się spod maski małego sportowego samochodu w kolorze liliowym. A może jednak to jest prawdziwy obraz naszych czasów? Ten facet w ryczącym aucie jako nasza najzwyklejsza codzienność?


Dodaj komentarz