W rezydencji Donalda Trumpa Mar-a-Lago w Palm Beach na Florydzie odbyły się w niedzielę rozmowy prezydenta USA z prezydentem Ukrainy dotyczące warunków pokoju z Rosją. Po zakończeniu rozmów Zełenski nazwał spotkanie „wspaniałym” i poinformował, że plan pokojowy jest w 90% gotowy, a Trump stwierdził, że Rosja i Ukraina są „być może bardzo blisko” zakończenia wojny.

Oczywiście najtrudniejsze do rozwiązania pozostają kwestie terytorialne. Putin domaga się wycofania wojsk ukraińskich z całego Doniecka. Nie akceptuje żadnych rozwiązań częściowych, takich jak stworzenie na wschodzie, w tej części, którą nadal kontrolują wojska ukraińskie, strefy zdemilitaryzowanej. Przedstawiciele władz rosyjskich ostrzegli, że cały Donbas zostanie uwolniony od Ukrainy w wyniku negocjacji lub działań zbrojnych. W związku z sytuacją na froncie Rosjanie mają coraz mniejszą skłonność do szukania rozwiązań przy stole rozmów.

Sporne pozostają także losy ukraińskiej elektrowni atomowej w Zaporożu, która znajduje się obecnie w rękach rosyjskich. Putin nie zamierza jej oddać. Być może medialny news o gotowości Rosji do wsparcia odbudowy Ukrainy po wojnie poprzez dostarczanie jej taniej energii elektrycznej wiąże się z próbą znalezienia kompromisu właśnie w tej sprawie. Wtedy nabierałoby to logicznego sensu: elektrownia pozostaje w rękach rosyjskich, ale część wytwarzanej tam energii elektrycznej będzie przekazywana na Ukrainę. W takiej formie nie byłaby to żadna sensacja, lecz zwyczajny kompromis negocjacyjny.

Nierozstrzygniętą kwestią sporną pozostaje również obecność obcych wojsk na terenie Ukrainy po zakończeniu wojny.

Są to jednak problemy, które można rozwiązać w wyniku rozmów, jeżeli obie strony będą miały wolę zawarcia pokoju. I o to właśnie tu chodzi tak naprawdę. O wolę uczestników rozmów. Prawdziwe intencje uczestników negocjacji pokojowych powinny więc być przedmiotem analiz politycznych. Od tego bowiem zależy, jak należy oceniać efekty rozmów na Florydzie.

Ale tego nie dowiemy się z mediów. Gdyby media były zainteresowane przekazywaniem rzetelnych informacji, już dawno byśmy to wiedzieli. Jednak zamiast tego od początku wojny opowiadane są jakieś dyrdymały o odbudowie Związku Radzieckiego i mentalności rosyjskiej. To znaczy, że chodzi o to, abyśmy nie wiedzieli, o co chodzi.

Przy złej woli uczestników rozmów nie ma żadnego znaczenia, że 90% trudnych spraw udało się rozwiązać. Wystarczy przecież jeden drobny pretekst, aby zerwać rozmowy pokojowe.

Jakby na potwierdzenie tego, niemal natychmiast po zakończeniu prawie z sukcesem rozmów na Florydzie, poinformowano o próbie ataku ukraińskich dronów dalekiego zasięgu na rezydencję prezydenta Rosji w obwodzie nowogrodzkim, nad jeziorem Wałdaj. To prawda lub nie. Jeżeli rzeczywiście ataku dokonała Ukraina, należałoby to uznać za próbę sabotowania rozmów pokojowych. Jeżeli jednak jest to mistyfikacja rosyjska, byłoby to świadectwem, że to Rosja szuka pretekstu do zerwania rozmów. A jeżeli za tym stoi ktoś trzeci?

Z faktów można oczywiście odczytać zamiary stron rozmów, ale nie wprost, a jedynie w wyniku ich analizy. Na przykład poprzez ocenę: czy kwestie sporne dotyczą żywotnych interesów uczestników negocjacji czy też są wymyślonymi przeszkodami.

W tym celu trzeba byłoby jednak przeprowadzić rzetelną analizę sytuacji politycznej w związku z rozmowami na Florydzie. Rzetelność nie jest jednak wartością profesjonalnego dziennikarstwa. W tym celu należałoby bowiem dokonać analizy faktów, aby na tej podstawie zaprezentować syntetyczny obraz sytuacji geopolitycznej.

Podobno są tacy ludzie, którzy mają wyłącznie inteligencję analityczną. Doskonale sobie radzą z opisywaniem szczegółów, ale nie układa im się to w żadną całość. Są też tacy, którzy mają wyłącznie inteligencję syntetyczną. Doskonale radzą sobie z tworzeniem syntetycznych teorii, ale nie potrafią ich konfrontować z faktami. Jeżeli fakty nie pasują do ich teorii – tym gorzej dla faktów.

Na pewno są też tacy dziennikarze, którzy nie mają ani inteligencji analitycznej, ani syntetycznej. Ale mają etat dziennikarza i lekkość pisania. Ci są najlepsi. Mogą bowiem zrobić dowolną analizę polityczną na każdy temat bez faktów i wniosków. Takie właśnie medialne analizy są najlepsze, bowiem każdy czytelnik i widz zrozumie je z łatwością, gdyż nie trzeba ich rozumieć.

Po rozmowach Donalda Trumpa z Wołodymyrem Zełenskim dziennikarka działu politycznego fakt.pl zwróciła uwagę na dłonie Trumpa. Jeszcze w Wigilię miał na dłoni dużego siniaka, a teraz go nie ma, co świadczy o tym, że do ukrycia przebarwienia skóry użyto makijażu. Dlatego internauci martwią się o zdrowie Trumpa. No i co? Można zrobić taką analizę rozmów na Florydzie?

Pod wrażeniem tego tekstu przeczytałem notkę biograficzną pani Adrianny. Jest absolwentką XVIII LO im. Jana Zamoyskiego w Warszawie oraz Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW. Gratulacje dla Wydziału Dziennikarstwa i XVIII LO w Warszawie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *