Od rana pisałem różne pisma: do Sądu Administracyjnego, Rzecznika Praw Obywatelskich, Samorządowego Kolegium Odwoławczego i na Komendę Miejską Policji. Tyle organów do obrony naszych praw, a ja nadal nie mogę rozwiązać sprawy tego, że miałem wpisany do prawa jazdy błędny kod ograniczeń 02.01, który nakładał na mnie obowiązek prowadzenia samochodu w jednousznym aparacie słuchowym.
I co z tego, że nie miałem do tego żadnych wskazań medycznych, skoro miałem wpisany kod, który nakładał na mnie zobowiązanie? Od zobowiązania mogę się dziś uwolnić nowym orzeczeniem, ale ono nie uwalnia mnie od zobowiązań z przeszłości. Co oznacza, że przez 20 lat jeździłem samochodem bez uprawnień.
Nie ma znaczenia ani to, że kod ograniczeń nie miał uzasadnienia medycznego, ani nawet to, że nie miałem świadomości, co ten kod oznacza. W ostateczności i tak jest to moja wina. Nawet jeżeli mam rację — prawo w Polsce nie przewidziało bowiem takiej sytuacji jak moja, więc muszę ponieść jej konsekwencje.
Siedzę więc zmęczony, do tego jestem chory, jest zimno, a kawa już wypita. Nic, tylko w łeb sobie strzelić. Na szczęście zobaczyłem najnowszy sondaż wyborczy. I nie chodzi o to, że było w nim coś radosnego, ale o to, że był prosty i oczywisty — a tego właśnie teraz było mi potrzeba.
Dlatego zadziwiło mnie, że komentatorzy wydziwiali, iż wyniki tego sondażu są zdumiewające i niepokojące. Robią to chyba dlatego, że mają obowiązek komplikowania tego, co jest proste, oraz negowania tego, co jest oczywiste. Na przykład tego, że Prawo i Sprawiedliwość traci poparcie.
Odkąd pisałem o tym wcześniej, przewidywałem, że tak będzie — bo to jest oczywiste i zrozumiałe. Jeżeli coś może budzić wątpliwości, to jedynie to, że ten spadek następuje tak powoli. Zjednoczona Prawica w okresie swoich rządów działała bowiem wbrew woli własnych wyborców.
Mam tu na myśli Zielony Ład, politykę covidową, ale przede wszystkim politykę ukraińską. Wyborcy Prawa i Sprawiedliwości są patriotyczni, a polityka PiS wobec Ukrainy zaczęła się ocierać o zdradę narodową.
Próbowano tę świadomość zagłuszyć, utożsamiając patriotyzm ze wspieraniem Ukrainy poprzez utożsamienie go z antyrosyjskością. Przez pewien czas było to skuteczne, ale po przekroczeniu czerwonej linii zaczęło działać przeciwskutecznie.
Czerwoną linią było osłabienie Polski dla wzmocnienia Ukrainy. Tego nie mogli zaakceptować nawet najbardziej entuzjastyczni zwolennicy prawicy o nastawieniu patriotycznym, tym bardziej gdy podobne stanowisko głosiła lewica.
Oczywiście można było tłumaczyć, że wzmacnianie Ukrainy chroni Polskę, bo lepiej zatrzymać armię rosyjską na Ukrainie, niż samemu walczyć z Rosją. A jednak dla każdego człowieka mającego resztki patriotycznych emocji i znającego historię choćby w szczątkowym wymiarze oczywiste jest, że niezależnie od globalnych strategii może nadejść moment, gdy będziemy zmuszeni bronić się sami — i nie możemy być wtedy bezbronni.
Już na samym początku rosyjskiego ataku na Ukrainę mówiłem, że bardzo szkodliwe jest rozbrajanie państw drugiego szeregu w celu wsparcia państwa walczącego. Taka polityka jest nie tylko zadziwiająca, ale wręcz absurdalna.
A absurd w polityce rzadko wynika z prostego braku inteligencji. Dużo częściej jest efektem realizacji ukrytych zobowiązań, których nie da się uwzględnić w oficjalnych analizach politycznych. Wtedy polityka zaczyna wyglądać na absurdalną.
PiS bez trudu mógłby odwrócić te trendy, odcinając się od polityki wspierania Ukrainy kosztem Polski. Elektorat PiS jest na tyle ufny, że bez problemu uwierzyłby w taką przemianę, a nawet szybko zapomniałby, że Zjednoczona Prawica kiedykolwiek prowadziła inną politykę. Kryzys w Prawie i Sprawiedliwości zostałby szybko zażegnany.
Dlaczego więc PiS tego nie robi? Ta postawa również nosi znamiona absurdu.
Oczywiste jest natomiast, dlaczego rośnie Partia Brauna. Wszystkie ugrupowania oparte na środowiskach patriotycznych działają bowiem na zasadzie naczyń połączonych. Jeżeli jednemu spada — drugiemu rośnie. Gdy PiS-owi spada, Braunowi rośnie dokładnie z tych samych powodów.
Dlaczego jednak Konfederacji rośnie mniej niż Braunowi? Bo Konfederacja stała się systemowa, a środowisko jej zwolenników było zawsze antysystemowe. Dla działaczy partyjnych znalezienie miejsca w systemie jest sukcesem, ale wyborcy nie odbierają tego w ten sam sposób.
Natomiast Partia Brauna pozostaje antysystemowa. Z kolei Koalicja Obywatelska jest partią interesu. Żadne błędy polityczne ani wątpliwości ideologiczne nie zniechęcą jej wyborców. To nie jest prawica — oni wiedzą, że muszą trzymać się razem.
Mają jednak problem, ponieważ środowiska patriotyczne mają przewagę liczebną. Dlatego od nich samych nic nie zależy. Podmiotem polskiej polityki pozostaje prawica patriotyczna.
Nie ma więc znaczenia, czy Koalicja Obywatelska funkcjonuje dobrze czy źle ani czy jej rząd jest skuteczny — jej pozycja jest podporządkowana kondycji prawicy. KO wygra, gdy prawica przegra, i przegra, gdy prawica wygra.
Dlatego wyłapywanie nawet najbardziej kompromitujących zachowań polityków KO nie przekłada się na nic. Zwolennicy liberalnej lewicy i tak nie przestaną popierać swojej partii — są na to zbyt zdyscyplinowani.
Z kolei utwierdzanie ludzi o poglądach prawicowo-patriotycznych w przekonaniu, że rządy liberalnej lewicy są dla Polski szkodliwe, także niczego nie zmienia. Dlatego szkoda czasu na zajmowanie się KO, PSL-em, Lewicą czy Polską 2050. Ich kryzysy i wzloty są bez znaczenia.
Liczy się wyłącznie kondycja środowisk patriotycznych.
I tylko w tym kontekście można komentować sondażowe wyniki Koalicji Obywatelskiej. Wynika z nich, że ma ona przewagę nad PiS-em, co nie ma większego znaczenia, ponieważ PiS słabnie tak bardzo, że przestał być wyznacznikiem siły prawicy.
W kontekście całej prawicy liberalna lewica przegrywa. Z czego wynika, że Koalicja Obywatelska przegra z patriotyczną prawicą — choć wygra z PiS-em. Dziś nie można jeszcze wyciągnąć z tego wniosku, że prawica będzie w stanie skonsumować swoje zwycięstwo. Bo musiałoby nastąpić porozumienie PiS, Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej. A takie porozumienie jest wątpliwe, gdyż Braun to nie Lepper, a Kaczyński dziś, to nie Kaczyński sprzed 20 lat.
To nie jest skomplikowane. Dlaczego więc komentarze robią z tego sensację? Na przykład z sondażowego wzrostu poparcia dla PSL-u. A to jest proste jak budowa cepa. Polska 2050 zanika, a dla jej działaczy i wyborców przeniesienie sympatii na PSL jest najprostszą drogą ucieczki.
Więc o co chodzi z tym twierdzeniem, że „nie wiadomo, o co chodzi”? Bo wyniki sondaży są proste i zrozumiałe. Zadziwiające są natomiast komentarze do sondaży. Wynika z tego, że komentarze są u nas bardziej absurdalne niż polityka.
Na obecną chwilę wychodzi mi taki wynik nadchodzących wyborów:
| 31% | 143 mandaty | KO |
| 25% | 116 mandatów | PiS |
| 17% | 78 mandatów | Braun |
| 14% | 64 mandaty | Konfederacja |
| 7% | 32 mandaty | PSL |
| 6% | 27 mandatów | Lewica |


Dodaj komentarz