Rozejrzałem się dyskretnie i, jak Boga kocham, to była ona — naprawdę pierwsza gwiazda wigilijna, właśnie ta, do której trzeba słać życzenia. Było ciemno, zimno i pusto. Bez śniegu, jedynie coś w rodzaju białego szronu podkreślało brudne barwy ulicy. Całe niebo było granatowo-czarne, bez śladu innych gwiazdek, i tylko ona jedna.
Przez ostatnie lata wigilijne niebo było tak zachmurzone, że życzenia wypowiadało się do pustego nieba w złudnej nadziei, że przebiją się przez chmury do gwiazd. Dlatego dałem się zaskoczyć.
Nie miałem ze sobą żadnych życzeń, które mógłbym wypowiedzieć od razu, tak ad hoc. Sonia też milczała, pomimo że to była wigilia. Zacząłem więc wymyślać byle co w formie wigilijnych życzeń.
Dopiero po powrocie do domu zacząłem żałować, że zmarnowałem taką okazję. Bo drugi raz takie spotkanie z wigilijną gwiazdką może się już nie zdarzyć. Zacząłem więc zastanawiać się nad życzeniami, które powinienem mieć zawsze ze sobą. Tak, na wszelki wypadek.
Pomijam oczywiście życzenia prywatne, bo one są prywatne. Chodzi mi tu o oficjalne, wigilijne życzenia dla świata. Mam też przeświadczenie, że wigilijna gwiazdka jest jak złota rybka i spełnia trzy życzenia.
Pierwsze życzenie to oczywiście zakończenie wojny na Ukrainie. Bo taka wojna to nic dobrego. Im bliżej, tym gorzej. Dlatego wojny powinny być daleko, a najlepiej wcale. Zawsze bowiem istnieje ryzyko rozszerzenia wojny na sąsiednie kraje. Natomiast żadna wojna nie chroni sąsiadów przed wojną. I już sam fakt, że ktoś próbuje nam wmówić takie głupoty, świadczy o tym, że jesteśmy manipulowani. To znaczy, że dla kogoś ta wojna jest korzystna, ale nie dla Polski i nie dla Ukrainy.
Czasami wojny nie można zakończyć. To zupełnie inna sprawa, która nie ma nic wspólnego z korzyściami. Ale powinniśmy próbować. Dlatego w naszym interesie narodowym było nieustające nawoływanie do zakończenia wojny. I rozmowy pokojowe powinny się toczyć w Polsce. A nasze władze nie prowadzą polityki w naszym interesie.
Drugie życzenie to odrodzenie polskiego społeczeństwa z sierpnia 1980 roku. Oczywiście nie chodzi o przywrócenie tamtej sytuacji politycznej, ale o powrót tamtej solidarności społecznej w opozycji do władzy. Bo później zrobiono nas w balona i napuszczono jednych na drugich. Podzielono społeczeństwo na wrogie obozy partyjne i wciągnięto do wojny pomiędzy partiami. Ale to nie jest nasza wojna.Bo wojny partyjne prowadzone są wyłącznie w interesie działaczy partyjnych. Nawet jeżeli „nasza” partia zwycięży — my nie mamy z tego żadnych korzyści. Dlatego nie dajmy się zwariować i podzielić na partyjne frakcje. Dlatego proszę cię, gwiazdko, abyś przywróciła jeden jedyny realny podział na MY — społeczeństwo i ONI — władza.
Trzecie życzenie — abyś wyzwoliła nas z syndromu sztokholmskiego, że musimy mieć nad sobą pana: albo Moskwę, albo Brukselę, albo Waszyngton. Jakbyśmy nie potrafili już żyć bez obcego ambasadora, który będzie nas karcił i pouczał. Bo wielu ludzi w Polsce naprawdę dostrzega różnicę pomiędzy impertynencją amerykańskiego ambasadora a arogancją rosyjskiego ambasadora. Natomiast dla mnie to rozróżnienie jest zbyt subtelne.
Dlatego zastanawiam się, czy to przekonanie o przywiązaniu narodu polskiego do wolności zawsze było mitem, czy kiedyś było prawdą, z której teraz pozostał już tylko mit. Być może kiedyś byliśmy po prostu narodem szlachetnym, a teraz staliśmy się narodem chamskim. Czyżby wynikało to z tego, że dawna Polska była państwem polskiej szlachty, a teraz jest państwem polskich chamów? Dlatego proszę o wigilijny cud.


Dodaj komentarz