Przeczytałem ostatnio na dorzeczy.pl tekst Łukasza Warzechy „O służalczości” (https://dorzeczy.pl/…/828575/warzecha-o-sluzalczosci.html). Sugeruje on w nim, że polska prawica jest tak samo służalcza wobec obcych mocarstw jak liberalna lewica, tyle tylko, że lepiej to maskuje. Punktem wyjścia do takiego wniosku były wypowiedzi niektórych prawicowych polityków i dziennikarzy po amerykańskim ataku na Wenezuelę, a ilustracją – słowa z piosenki Jacka Kaczmarskiego:
„Ten Prusom gardłuje, ten Wiednia partyzant,
ów ruskiej się chwyta sukienki,
a troską każdego szczęśliwa ojczyzna.”
Panie Łukaszu, ale żeś się pan wysilił. Ja o tym służalstwie „dla dobra Polski” gardłuję już od dłuższego czasu i posunąłem się w opisie tego zjawiska dużo dalej.
Zacznijmy od terminologii. W opinii pana Łukasza Warzechy niewłaściwe jest używanie pojęcia „postkolonializmu”, gdyż Polska nigdy nie była kolonią. Dlatego poprawnie należałoby nazywać zachowanie polskich elit politycznych postawą służalczą.
Otóż postkolonializm i postawa służalcza to dwa różne zjawiska, a nie wymienne synonimy. W najprostszy sposób można to wyjaśnić tak, że postkolonializm jest narzucany z zewnątrz, a służalstwo wychodzi od wewnątrz – i spotykają się w połowie drogi.
Postkolonializm łączymy z dekolonizacją i jest to mechanizm uzależnienia byłych kolonii, po przyznaniu im formalnej niepodległości. Opiera się na trzech filarach: pozostawieniu własności w rękach dawnych właścicieli, tanim państwie oraz alienacji nowych elit.
Po pierwsze – wolność polityczna przyznawana jest bez własności najważniejszych bogactw narodowych, które na zasadzie świętego prawa własności mają pozostać w rękach ich dawnych właścicieli. Tak jak wenezuelska ropa powinna pozostać własnością firm amerykańskich. I cóż z tego, że ta własność została nabyta w wyniku politycznej dominacji. Próba wywłaszczenia dawnych właścicieli uznawana jest za komunizm i traktowana jako pretekst do zbrojnej interwencji lub nawet politycznego mordu.
Tak właśnie było w Egipcie po nacjonalizacji Kanału Sueskiego, tak było w Katandze przy próbie przejęcia tamtejszych złóż miedzi, kobaltu, złota i diamentów przez niepodległe Kongo, tak było w Chile w związku z nacjonalizacją złóż miedzi i tak jest w Wenezueli w związku z ropą naftową.
Po drugie, państwom postkolonialnym narzuca się ideę taniego państwa. Czyli po wielu latach walki o niepodległość, a następnie po wyzwoleniu, budowane są państwa ze zrujnowanymi od razu – na zasadzie doktrynerskiego założenia – służbami publicznymi: edukacją, służbą zdrowia, komunikacją publiczną czy policją. W konsekwencji byle przestępcza banda dysponuje lepszym wyposażeniem niż siły mające chronić niepodległości państwa postkolonialnego.
Bo słabość i taniość bardzo ułatwiają realizację polityki postkolonialnej, chociażby poprzez podatność administracji na korupcję. Być może fakt, że walczyliśmy o niepodległość, aby następnie zbudować sobie państwo w ruinie, powinien być najważniejszym sygnałem ostrzegawczym, że mamy do czynienia z postkolonializmem.
Trzecim filarem jest ograniczony zasięg wyzwolenia (dekolonizacji, dekomunizacji). Przemiany dotyczą wyłącznie najwyższych stanowisk w państwie oraz elit politycznych i zawodowych. Natomiast społeczeństwo po staremu pozostaje ubezwłasnowolnione jak w okresie kolonializmu. Zmienia się tylko władza panująca nad zniewolonymi ludźmi – administrację kolonialną zastępują rodzimi przywódcy.
W połączeniu z rozwarstwieniem finansowym oraz z zagraniczną edukacją (w związku z ruiną własnego systemu edukacyjnego) następuje coraz wyraźniejsza alienacja elit od społeczeństwa. W obliczu narastającego konfliktu ze społeczeństwem elity nie mogą rządzić bez wsparcia dawnych metropolii kolonialnych. Być może najsmutniejszym przejawem tego stanu jest postępująca rozbieżność w ocenie samego wyzwolenia. Dla elit to historyczne zwycięstwo, a społeczeństwo coraz bardziej zaczyna tęsknić za dawnymi czasami formalnego kolonializmu.
Otóż Polska nigdy nie była kolonią – to prawda – ale dekomunizacja oparta została na mechanizmach dekolonizacji, łącznie ze szczegółami takimi jak „okrągły stół”, wzorowany na „okrągłym stole” z 1960 roku, zorganizowanym w związku z dekolonizacją Konga Belgijskiego. Można więc nigdy nie być kolonią, a jednak stworzyć sobie państwo postkolonialne. Tu nie ma sprzeczności.
Sama zresztą idea postkolonializmu oparta została na mechanizmach uzależniania państw Ameryki Łacińskiej od Stanów Zjednoczonych. A przecież państwa tego regionu nigdy nie były formalnymi koloniami amerykańskimi.
Stany amerykańskie same były kiedyś koloniami brytyjskimi i dlatego zbudowały swoje niepodległe państwo w oparciu o antykolonialny mit założycielski. Musiały więc wypracować inną metodę uzależniania państw Ameryki Łacińskiej. Posłużyły się w tym celu korumpowaniem miejscowych elit. W ten sposób region mógł być eksploatowany przez amerykańską gospodarkę jak europejskie kolonie, ale bez formalnego narzucenia mu amerykańskiej administracji i ponoszenia moralnej odpowiedzialności za skutki kolonializmu. Nie ma więc żadnej sprzeczności w tym, że Polska może być państwem postkolonialnym, chociaż nigdy nie była kolonią. Natomiast służalstwo to coś zupełnie innego.
Polskie służalstwo narodowe jest wynikiem utraty wiary we własne siły. Nie są od tego wolni tak zwani polscy patrioci. Wręcz przeciwnie – to oni właśnie szczególnie silnie nie wierzą w możliwość stworzenia niepodległego państwa w oparciu wyłącznie o naszą własną moc sprawczą. Ktoś nam musi dać niepodległość i jej dla nas bronić.
Ten nurt polskiego patriotyzmu ma bardzo długą tradycję i sięga XVIII wieku. Patrioci z okresu Sejmu Wielkiego wierzyli, że Polskę z rosyjskiej niewoli wyzwoli król pruski Fryderyk II. A później byli szczerze zaskoczeni, że Prusy wsparły Rosję w okresie powstania kościuszkowskiego. Następnie był oczywiście Napoleon. Przed powstaniem styczniowym patrioci wierzyli w pomoc Bismarcka. Roili sobie wówczas, że mamy wspólne interesy z Prusami, tak jak teraz ze Stanami Zjednoczonymi. Bo Prusy, w celu zjednoczenia Niemiec, muszą pokonać Rosję. Należy więc ich tylko przekonać, że najwierniejszym ich sojusznikiem w tej walce będzie Polska. W okresie II wojny światowej zawierzyliśmy polską niepodległość Wielkiej Brytanii.
Tak więc polskie służalstwo narodowe to nic nowego.


Dodaj komentarz