Jest zimno. Miało być ocieplenie, ale jest ochłodzenie, dlatego zmieniamy ideę na zmiany klimatyczne. Bo przedtem było ciepło, a teraz jest zimno.  

W dawnych czasach mówiliśmy sobie, że klimat zmienia się co 7 lat. Ale wtedy to nie było jak Armagedon czy pandemia Covida. Teraz jest inaczej, bo oto nadciągają jeźdźcy apokalipsy. Myślę, że to jest prawda. Nieubłaganie nadciąga zagłada, ale nie wiem czy będzie miała postać klimatu, wojny nuklearnej czy zwyczajnej głupoty.  

Teraz straszliwa zmienność klimatu objawiła się zimnem w zimie. Jest tak zimno, że trudno ulepić kulkę ze śniegu, aby rzucić ją Sonii. W powietrzu rozpada się w śnieżny pył. Wprawdzie jej to nie przeszkadza i goni srebrny pył jakby goniła śnieżkę, ale ja czuję się tym zdruzgotany. 

Dlatego bardzo się staram. Ugniatam śnieg z całych sił, a później zdejmuję rękawiczki, aby ciepłem dłoni trochę go roztopić. Ale bardzo rzadko wychodzi mi z tego zwarta kulka. Jest więc bardzo źle. 

W oczach mijanych na ulicy ludzi widzę przerażenie. Temperatura poniżej 8°C, śnieg i lód pod nogami, a każdy oddech zmienia się w kłęby pary. Tylko dzieci się cieszą, ale one nie rozumieją skali zagrożenia. Bo media ostrzegają, że prawdopodobnie nadchodzi nowe zlodowacenie.  

A później będzie straszliwa odwilż wiosna i powódź, następnie ziemię wypali letnie słońce. Niewykluczone, że powinniśmy się przed tym chronić jak przed covidem.  

W czasie pandemii władze budowały polowe szpitale i nałożyły na nas obowiązek noszenia maseczek. Szpitale wprawdzie nie leczyły, aby nie roznosić choroby, ale udało się wytworzyć atmosferę filmowej grozy. Na to nałożono nadgorliwą opiekę państwa w postaci administracyjnych nakazów i zakazów. To było coś. A teraz co?  

Może przynajmniej należałoby wydać nakaz noszenia rękawiczek? I jest też ta aplikacja przygotowana przez Państwową Straż Pożarną „Gdzie się ukryć?”. Wprawdzie ona ma nas chronić przed zagrożeniem rosyjskim, ale gdyby dodać do niej miejsca schronienia przed zimnem, mogłaby nas także chronić przed zimą. Na przykład, gdzie jest najbliższe igloo. To nic, że nie ma w Polsce igloo, ale schronów też nie mamy, a apka działa. Zawsze można coś wymyślić.  

Szedłem więc dalej wsłuchując się w śnieg skrzypiący mi pod stopami oraz iskrzący w świetle lamp i zacząłem wymyślać. Już byłem bardzo blisko, ale wtedy zobaczyłem radiowóz policyjny z migającymi światłami. Obok niego stało trzech policjantów – w tym jedna, śliczna policjantka – wpatrujących się w ciemność przed nimi. Dopiero po chwili zorientowałem się, że obserwują bezdomnego, który szykował sobie posłanie do snu. A w nocy miało być –12°C.  

To było tuż naprzeciwko „Manekina”. Z jednej strony jest naleśnikarnia, a z drugiej stare baraki, w których kiedyś był jakiś urząd, ale teraz zupełnie nic tam nie ma. A jednak są zamknięte, aby nikt ich nie okradł. Dlatego bezdomny rozkładał swoje posłanie w podcieniach tego budynku, ale na zewnątrz. Możliwe, że znalazł tam jakieś miejsce osłonięte przed wiatrem i padającym śniegiem.  

Policjanci, oni i ona, obserwowali go, ale nic nie robili. Przypuszczam, że konsultowali z przełożonymi, co mają robić. Może były jakieś problemy. Na przykład bezdomny był pijany. Czy zabrać takiego do izby wytrzeźwień, do jakiegoś schroniska czy zostawić? Nie wiem jak to się zakończyło, gdyż poszedłem dalej.  

I znowu rzucałem Soni kulki, który się rozsypywały na wietrze. Ona wyskakiwała w górę i łapała ten pył zębami, aż jej zęby trzaskały. No bez przesady, mała, przecież ty jesteś stara baba. Ale ona nic sobie nie robiła z moich uwag. 

Natomiast ja próbowałem sam siebie przekonać, że o taką właśnie Polskę walczyliśmy, gdy walczyliśmy z komuną. Chyba właśnie o taką? Bo mi jest tu całkiem dobrze, nie najlepiej, ale też nie najgorzej. Być może ja na to zasłużyłem? A ten bezdomny nie zasłużył. Nie jest po równo, jak w komunizmie, ale jest sprawiedliwie. Może więc być tak, że o to nam chodziło.  

A jednak coś mi się tu nie zgadzało. Bo tak naprawdę ja dzisiaj już nie pamiętam, o jaką Polskę walczyliśmy. Gdzieś mi to wyparowało z głowy. Wydaje mi się jednak, że o całkiem inną.  

Tamte czasy kojarzą mi się z marzeniami o uczciwości i skromności, o radości z powolnego wychodzenia z komunistycznej biedy, że nikt nami nie będzie przy tym manipulował, ale nie będzie nas także okradał. Czy pragnęliśmy, aby lepsi z nas zbudowali w krótkim czasie nowobogackie fortuny, a gorsi ogrzewali się wódką na mrozie? Nie sądzę, abym tak właśnie wyobrażał sobie wolną Polskę. 

Dlatego tak sobie czasem myślę o Ukraińcach walczących o wolną Ukrainę. Gdy już przejdzie im euforia po walce, czy będą mieli takiego kaca po swoim zwycięstwie, jakiego ja mam po swoim? Albo Wenezuelczycy świętujący upadek Maduro. Albo Irańczycy zbuntowani przeciwko rządom ajatollahów? 


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *