19 grudnia 2025 r., piątek
Wszyscy to wiemy. Dyskusyjna jest tylko cena i waluta.
Ja na przykład zapłaciłem wczoraj, wysiadając z tramwaju. Przystanek był lekko oszroniony porannym przymrozkiem i wylądowałem boleśnie na betonie. Na szczęście nic się nie stało. Tego jeszcze by brakowało.
Następnego dnia zachowałem szczególną ostrożność. Natomiast inni padali jak muchy. Z pewną satysfakcją obserwowałem ich zdumienie, gdy czyścili sobie spodnie i masowali siniaki. Wtedy uświadomiłem sobie, że to jednak było dziwne. Bo ten zimowy dzień był nadzwyczajnie normalny, wręcz łagodny. A my jesteśmy w Polsce.
To może oznaczać tylko jedno: wcale nie przewracamy się na lodzie, ale na śliskiej nawierzchni. Wystarczył lekki mróz, aby stała się niebezpieczna. Kto nam coś takiego zafundował? Być może było to odpowiednie we Włoszech lub Portugalii, ale nie tutaj. W tym więc wypadku za głupotę płacimy surrealistycznie śliskimi chodnikami. A co będzie, gdy nadejdzie prawdziwa zima ze śniegiem i lodem?
Obiecałem jednak sobie, że skończę z tym ciągłym marudzeniem. W takich momentach jest to dość trudne. Od razu przypomina mi się mój pierwszy wyjazd do Niemiec. Pewnego dnia obserwowaliśmy zachwyceni przepiękne niemieckie miasteczko z czyściutkimi ulicami (wtedy niemieckie miasteczka były jeszcze czyste) i wystawami sklepowymi wypełnionymi towarami niedostępnymi w Polsce. Byliśmy prawie szczęśliwi. Do czasu, gdy ktoś przypomniał, że my tu tylko sprzątamy.
Tak samo czuję teraz. Jakby robiono coś tu, u mnie, ale nie dla mnie, a ja mam się cieszyć, że wybudowano mi ulice i chodniki równie piękne jak kolorowe paciorki sprzedawane afrykańskim kacykom w XIX wieku.
No i patrz, paciorki od razu skojarzyły mi się z komputerami dla szkół. Bo oto dzięki miliardowym projektom zainstalowano w szkołach tysiące informatycznych pracowni. Jaki wspaniały postęp. Przy tej okazji kupiłem swój pierwszy komputer. Poprosiłem mojego ówczesnego dyrektora, aby zamówił jeden dodatkowy zestaw dla mnie prywatnie. Wierzyłem, że będzie lepszy i tańszy niż kupiony w supermarkecie. Był droższy i gorszy. Dysk miał tak mały, że nie można było na nim pracować. Później prezes firmy komputerowej się tłumaczył, że nie został uprzedzony, iż to nie był komputer dla szkoły.
I tak właśnie radośnie budujemy sobie wolną Polskę.


Dodaj komentarz