Przychodzi baba do dyrektora szkoły. Prosi o przyjęcie swojego syna, który nie dostał się w normalnym naborze. Co tam prosi – ona błaga ze łzami w oczach, jakby od tego zależało jej i jego życie. Syn stoi obok ze spuszczoną głową. – Przykro mi, proszę pani, ale mamy tyle miejsc, ile mamy. Nie wyrzucę nikogo…