Rok 2026 rozpoczął się od przerażających obrazów pożaru w barze Le Constellation w kurorcie Crans-Montana w Alpach Szwajcarskich, w którym zginęło 40 osób. Zimne ognie umieszczone na butelkach szampana podpaliły sufit, a następnie panika podczas ucieczki doprowadziła do zablokowania wyjścia i zmieniła luksusowe przyjęcie sylwestrowe w śmiertelną pułapkę dla wielu osób. Najmłodsza ofiara miała 14 lat, a najstarsza 39.

Od razu skojarzyło mi się to z moją przepowiednią z czasów, gdy wszyscy mieliśmy jeszcze świadomość, że poziom edukacji nie jest obniżany przypadkowo, ale że chodzi o to, iż głupim społeczeństwem łatwiej rządzić. Mówiłem wówczas, że nadejdą czasy, gdy głupcy będą bardziej niebezpieczni od bandytów, gdyż więcej ludzi będzie ginąć od butelek wyrzuconych bezmyślnie na ulicę z okna niż w wyniku przestępstw.

Później ta świadomość gdzieś zaniknęła. Zapewne zadziałał mechanizm Goebbelsa. Bowiem już tysiące razy powtórzono ludziom, że obniżanie poziomu społeczeństwa jest efektem naturalnych przemian cywilizacyjnych, a poziom edukacji jest obniżany dla dobra młodzieży.

W rzeczywistości jest to uboczny skutek nowożytnej demokracji. W teorii ustrój ten przyznaje społeczeństwu zwierzchność nad władzą, ale elity nigdy tego nie zaakceptowały. Zostały zmuszone do uznania demokracji pod groźbą rewolucji, lecz nigdy nie pogodziły się z ideą rządu ludu. Dla nich zawsze był to populizm.

Dlatego we współczesnych demokracjach społeczeństwo jest systematycznie ogłupiane poprzez edukację, wychowanie, rozrywkę i propagandę. A ludzie, którzy z natury dążą do minimalizowania wysiłku, chętnie to akceptują.

Gdyby rzeczywiście mieli mieć realny wpływ na władzę, wymuszałoby to systematyczne podnoszenie poziomu społeczeństwa. W przeciwnym razie państwa demokratyczne byłyby jak brzytwa w rękach wariata. Chodzi więc o to, aby ludzie nie byli w stanie zrozumieć mechanizmów politycznych i pozostawili władzę w rękach elit.

W tym rozumowaniu tkwi jednak błąd logiczny. Bo głupi ludzie wcale nie zamierzają rezygnować z władzy. Dlatego demokracja w dobie kryzysu nie przeobraża się w oligarchię, czego oczekują demokratyczna arystokracja, lecz w rządy głupców. I dopiero wtedy przerażone elity podnoszą wrzask i domagają się rządów ekspertów. To pokazuje tylko jedno: że trudno jednoznacznie ocenić, kto tu jest naprawdę głupi.

W ten sposób powstaje znany paradoks demokracji, że ustrój ten wymaga społeczeństwa o wysokim poziomie, ale prowadzi do obniżania jego poziomu. W idei wolności zakodowany jest bowiem mechanizm autodestrukcji. W konsekwencji wspaniała idea władzy ludu kończy się zazwyczaj dyktaturą lub anarchią.

Gdy więc oglądałem migawki z pożaru w kurorcie Crans-Montana, pomyślałem sobie, że to właśnie się dzieje. Moja przepowiednia, że normalni ludzie sami dla siebie będą największym niebezpieczeństwem, gdyż nie będą w stanie przewidzieć najprostszych konsekwencji swoich własnych czynów, zaczyna się spełniać. Nie jest to jednak żaden błąd, ale do takiego właśnie społeczeństwa dążymy.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *